Sytuacja w drogownictwie jest kryzysowa, stwierdził Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, na konferencji prasowej, która odbyła się 5 września br. w Warszawie.
Wielce niezadowalający stan budowy dróg i autostrad to skutek braku rozwiązań prawnych umożliwiających szybkie i sprawne przygotowanie procesów inwestycyjnych, braku przejrzystości w sposobie finansowania, braku działań państwa umożliwiających rozwój branży mostowo-drogowej, a także niewłaściwej formy organizacji i funkcjonowania jednostek administracji drogowej oraz niewystarczającego poziomu merytorycznego osób tam zatrudnionych. OIGD skierowała w tej sprawie pismo do premiera Donalda Tuska.
W minionej dekadzie plany finansowe dotyczące budowy dróg nigdy nie były w pełni zrealizowane, rocznie wydatkowano ledwie 60-70% planowanych kwot. Jak wykazała ostatnia kontrola NIK, sytuacja się nie zmienia - znowu nie wykorzystano ponad 1 mld zł.
Prezes Malusi podał w wątpliwość realność zapowiedzi GDDKiA, która głosi, że do 2012 r. przeznaczy na inwestycje drogowe121 mld zł. Program budowy dróg i autostrad nie ulega zmianie: ma powstać ok. 960 km autostrad, 2700 km dróg ekspresowych, a prawie 4000 km dróg ma zostać dostosowanych do nacisku 11,5 t/oś. Budżetowa symulacja zakłada następujące wpływy: z Unii Europejskiej 44 mld zł, a właściwie 40 mld zł, z akcyzy już nie 15, tylko 13,2 mld zł, z opłaty paliwowej nie 7, tylko 6 mld zł. Po zsumowaniu wychodzi ok. 60 mld zł. Pojawia się zatem kłopotliwe pytanie: skąd weźmie się połowę brakujących środków?
Nie jest żadną tajemnicą, że podstawowy wkład musi pochodzić z budżetu. W tym roku jest w nim, nie licząc wirtualnych pieniędzy zlokalizowanych w rezerwie, nie więcej jak 8,2 mld zł. Minister infrastruktury zapowiada, że planowane 21 mld zł zostaną w bieżącym roku wykorzystane. Izba twierdzi, że nie ma takiej możliwości m.in. z powodu czasochłonności przygotowania inwestycji infrastrukturalnych. Najprawdopodobniej w tym roku wystąpi największa różnica pomiędzy zaplanowanymi a rzeczywistymi wydatkami.
Wiele wątpliwości budzą przepisy Ustawy o zamówieniach publicznych. Z powodu błahego błędu, pomyłki choćby o kilka czy kilkanaście groszy, zamawiający może odrzucić korzystną ofertę. Uchwalonej za późno nowej Ustawy o zamówieniach publicznych nie da się w bieżącym roku wprowadzić w życie. Będzie się ona ewentualnie odnosiła do robót podjętych po przetargach ogłoszonych w przyszłym roku.
Z racji niedostosowania polskich przepisów do dyrektyw UE zagadnienia ochrony środowiska znalazły się w sytuacji patowej. Jeżeli na forum unijnym nie wyjedna się bardziej przychylnych decyzji, tak jak udało się to np. Niemcom w odniesieniu do terenów NRD, konflikty z ekologią pojawią się na większości z 3000 km planowanych autostrad, dróg i obwodnic. Już wskazano 51 newralgicznych miejsc objętych programem budowy dróg do 2012 r., a najprawdopodobniej jest ich więcej.
Środowisko drogowców uważa, że bieżący rok jest jednym z najgorszych w ostatnim dziesięcioleciu. Wykorzystanie potencjału wykonawczego utrzymuje się na poziomie 40-50%. Ogłoszono wyjątkowo mało przetargów, a prowadzone aktualnie roboty stanowią jedynie kolejny etap wcześniej rozpoczętych kontraktów wieloletnich. Przetargów nie ma z powodu nieprzygotowania inwestycji. W Polsce proces przygotowawczy trwa 7-9 lat, na Zachodzie 3 lata.
Firmy biją się między sobą o kontrakty, obniżając ceny do granic możliwości i pozbawiając się koniecznych zysków. Nakręca się spirala protestów i odwołań. Przedsiębiorstwa nie mogą się rozwijać, gdy wskaźnik rentowności wynosi 2%, a czasami zero. Nie są też w stanie układać planów średnioterminowych, bowiem nie wiedzą, ile środków będzie dostępnych na rynku. Systematycznie maleje liczba prowadzonych robót. W ubiegłym roku było ich o 50% mniej w stosunku do 2006 r., w tym roku różnica wzrosła o kolejne 25-30%.