Z Krzysztofem Pierzchałą, prezesem Zarządu Signalco Ltd Sp. z o.o. rozmawiają Anna Krawczyk i Katarzyna Kroczewska
Infrastruktura: – Czy podejmie się Pan podsumowania roku w branży drogowej?Krzysztof Pierzchała: – Żeby zacząć optymistycznie, przypomnę, że moja firma obchodziła w tym roku jubileusz 20-lecia działalności. Z tego powodu jest to dla nas rok szczególny. Przez ten okres sporo rozwiązań wprowadziliśmy jako pierwsi. Byliśmy pionierami w stosowaniu znaków zmiennej treści, przepustów drogowych opartych na blachach falistych, ekranów dźwiękochłonnych. Niewątpliwym sukcesem było zainstalowanie monitoringu stanu pogody na odcinku A4 Katowice–Kraków. W oparciu o międzynarodowe doświadczenia opracowaliśmy standardy dla mnóstwa branżowych rozwiązań.
Rozwój w dużej mierze zależy od administracji. To ona ma wpływ na tempo przemian i dlatego nie może uciekać od odpowiedzialności. Polska jest krajem, w którym sezon jesienno-zimowy trwa 7 miesięcy. Wszystkie kontrakty są pisane przy założeniu, że dzień przez cały rok kalendarzowy trwa taką samą liczbę godzin! Tymczasem zimą dni są krótsze (sic!) i niektóre rzeczy technologicznie są po prostu niemożliwe do wykonania. Istnieją oczywiście alternatywne rozwiązania, tylko kto o czymś takim myśli?
Rynek jest coraz bardziej wymagający, ale to dobrze, bo zmusza do innowacyjności. Nasza spółka każdego roku wprowadza nowości i czerpie z tego satysfakcję!
Jaki był rok 2010?Na pewno nie był przełomowy. Moglibyśmy wykonywać więcej robót, ale pewne mechanizmy rynkowe nam to uniemożliwiają.
Śmiem twierdzić, że w tej chwili rynek należy do generalnych wykonawców. Zaraz po wygraniu przetargu rozpoczynają oni poszukiwania podwykonawców. Mimo że wszystko jest zgodne z prawem, występuje tu sporo patologii. Najważniejsze, to znaleźć taniego podwykonawcę, bo liczy się maksymalizacja zysku. Tyle tylko, że ten podwykonawca ponosi wszelkie ryzyko generalnego wykonawcy wiążące się z finansami oraz dotrzymaniem terminów realizacji kontraktów. Z puli środków, jakie wynegocjował na realizację zleconych zadań, podwykonawca musi pokryć także koszt ubezpieczenia budowy, obsługi laboratoryjnej i geodezyjnej. Mało tego, z własnych środków musi kredytować kupno materiałów, bo zapłatę za pierwszą fakturę otrzyma dopiero po 60–90 dniach. Jednak pracę zaczyna zgodnie z harmonogramem, a nie od momentu otrzymania zapłaty.
Mimo że bierzemy udział w realizacji rządowego programu budowy dróg, nie mamy możliwości uzyskania jakichkolwiek ulg i to jest jeden z większych absurdów tej sytuacji. Chcielibyśmy robić więcej, ale możliwości pozyskiwania kredytów są ograniczone. I tak już są one zaciągane pod zastaw majątku firmy. Są to czynniki, które ograniczają rozwój. W tej chwili podwykonawcy koncentrują się na walce o przetrwanie. Zysk jest na poziomie 0. Skąd brać środki na rozwój?