Menu

Logowanie

rejestracja
01.04.2011

Wypowiedź Tomasza Borowskiego

prezesa zarządów Stowarzyszenia Klub Inżynierii Ruchu i Zakładu Systemów Sterowania Ruchem Drogowym MSR TRAFFIC sp. z o.o.



Wprawdzie zgodnie z ostatnimi deklaracjami pana premiera wszystko posuwamy do przodu małymi kroczkami, odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że w sprawach dotyczących bezpieczeństwa na naszych drogach zdecydowanie więcej robimy kroczków do tyłu.

Stanie w miejscu to również kroczki do tyłu. Nie dziwi mnie, że w europejskich statystykach brd zajmujemy nie lepszą pozycję niż nasi piłkarze w rankingach FIFA. Co prawda w 2010 roku sytuacja się nieco poprawiła, ale już pierwsze miesiące tego roku znowu przyniosły zastraszające dane. Bijemy smutne rekordy!

Nic nie usprawiedliwia nas, często szalonych kierowców i bezmyślnych (a może zamyślonych) pieszych. To MY jesteśmy sprawcami tragedii. Omijamy nagminnie nie tylko liczne dziury na drodze, omijamy równie często przepisy. A jak zaświeci nam jeszcze słońce to już zupełnie nie widzimy barier i ograniczeń.

Niestety z tych faktów niewiele wniosków wyciągają autorzy kodeksów i paragrafów. Nasi posłowie, zwani dzisiaj przez media politykami, nie bardzo panują nad swoją twórczością. Pozwalają sobie na przewrotne ustawy, w których jedne zapisy pozwalają na mniej a kolejne na więcej. Mam na myśli znaną nam już ustawę radarową. Radary wprowadzą dyscyplinę, ale poszaleć też nam będzie wolno. Zapomina się, że nasze nowe autostrady to nie tory F1 w Silverstrone czy Monte Carlo. Przecież na niektórych brakuje nawet pasa awaryjnego!

Z kolei wielką gorliwość wykazuje ustawodawca w kwestii nieustannego modyfikowania prawa, czego przykładem prawo o ruchu drogowym. Jak wynika z dokumentów sejmowych, zmieniano lub uzupełniano rozporządzeniami to „prawo"; w roku 2007 - 15 razy, w 2008 - 22, w 2009 - 27, w 2010 - 23, a w bieżącym już 4 razy. Trudno czasami nadążyć za jego modyfikacjami. Nawet najlepsi mają z tym problem. Dopisujemy (lub wykreślamy) paragrafy związane z unijnymi dyrektywami. Działania te podejmowane są tuż przed końcem terminów wyznaczonych przez Brukselę, jakby nie można było podjąć ich rok wcześniej. Reagujemy nerwowo na podszepty mediów, wywoływane przeważnie kolejnymi tragediami na drogach. Działania wyglądają na doraźne. Brakuje dystansu i perspektywy. Nie widać przemyślanego programu, który wyprzedzałby zarówno terminy jak i tragedie.

Są w Polsce fachowcy, którzy problem zdefiniowali już przed laty, którzy wiedzą jak go realizować. Tylko czy dostaną taką szansę?