Menu

Logowanie

rejestracja
01.12.2010

Sukces przedsiębiorcy

Powstała w 1995 r. firma Wapnopol początkowo zajmowała się wydobyciem wapna nawozowego. W tej chwili obsługuje największe inwestycje na drogach lokalnych na północy Mazowsza. O rozwoju firmy opowiada Adam Nowakowski, jej właściciel, w rozmowie z Anną Krawczyk


Infrastruktura: – Jak rozpoczęła się przygoda z budową dróg?

Adam Nowakowski: – W 2000 r. ilość środków przeznaczonych przez państwo na dofinansowanie nawozów wapniowych znacznie zmalała. Dysponując zapleczem maszynowym i transportowym, zaczęliśmy więc szukać innych źródeł dochodu. Drogi lokalne były w opłakanym stanie. Potrzeby były ogromne. Zaczęliśmy więc budować drogi żwirowe dla okolicznych gmin.

Jaka wówczas była koniunktura?

Pod względem wielkości inwestycje były nieporównywalnie mniejsze z dzisiejszymi, ale cena za wybudowanie 1 km drogi była wyższa. Rynek był zmonopolizowany przez przedsiębiorstwa lokalne powstałe na bazie byłych rejonów dróg. Przetargi były fikcją. Panowała zmowa cenowa. Jakość wykonywanych usług pozostawiała wiele do życzenia. Inwestorzy lokalni nie mogli się z tym pogodzić.

Moja firma zyskała tymczasem uznanie na rynku. Inwestorzy byli zadowoleni z jakości, jaką oferowałem. Zaproponowali mi rozszerzenie działalności o budowę dróg asfaltowych. Pierwszy start w przetargu umożliwił mi Ryszard Giszczak, wójt gminy Raciąż. Postanowił zaryzykować i nie wymagać referencji z realizacji tego typu inwestycji. Stanąłem do przetargu i wygrałem. Bardzo pomógł mi także nieżyjący już Stefan Osiecki, ówczesny inspektor nadzoru. Zawsze służył radą i fachową pomocą.

Cena litra oleju opałowego wynosiła wtedy 50 gr, dzisiaj zbliża się do 3 zł. Podobnie jest z cenami asfaltu. Gdy zaczynałem, kosztował 350 zł za tonę, dzisiaj muszę zapłacić prawie 2000 zł. Zwiększyły się też wymagania inwestorów. Obarczają nas coraz to nowymi zadaniami. W tej chwili wykonawca odpowiada za przygotowanie projektu organizacji ruchu, inwentaryzacje i uzgodnienia. Wcześniej te elementy były przygotowywane przez inwestora.

Kiedy było najtrudniej?

Na początku. Zbudowałem firmę od podstaw, nie mając zaplecza finansowego ani sprzętowego. Dużo problemów nastręczały mi lokalne firmy, niemogące pogodzić się ze złamaniem ich monopolu. Początkowo chciałem umiejscowić firmę w bazie przeznaczonego do likwidacji Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Ciechanowie, którą dzierżawiłem. Ofertę jej kupna składałem trzykrotnie i mimo że nie było innego zainteresowanego, ówczesny prezydent miasta pan Gąsiorowski nie zgodził się na sprzedaż. Nadchodziła zima, a moja firma pozostawała bez bazy. W końcu znalazłem nowe miejsce w okolicach Płońska w miejscowości Dzierzążnia. Zakupiłem bazę o powierzchni 3,5 ha po upadłym przedsiębiorstwie z branży spożywczej z dużym zapleczem magazynowym i produkcyjnym. Lokalizacja jest idealna, bo od najbliższych zabudowań dzieli nas ponad kilometr. Nasza działalność nie jest więc uciążliwa dla sąsiadów.