- Spotykamy się, żeby porozmawiać o trudnej sytuacji związanej z realizacją inwestycji drogowych. Poszukajmy wspólnie jej rozwiązania - powiedziała Anna Krawczyk, wydawca miesięcznika „Infrastruktura: Ludzie Innowacje Technologie", rozpoczynając redakcyjną debatę.
Największy w Europie program budowy dróg cieszy się dobrym PR, choć wykonawcom co rusz zarzuca się niską jakość realizowanych inwestycji. Co kryje się pod zarzutami stawianymi wykonawcom i jak można przeciwdziałać problemom, z którymi stykają się na co dzień? Między innymi na te pytania próbowali znaleźć odpowiedź uczestnicy debaty, która odbyła się pod koniec kwietnia br. w gościnnych progach Kancelarii CMS Cameron McKenna w Warszawie.
Problemy ze specyfikacją
- Problemy z jakością specyfikacji technicznej zaczynają się już się na etapie oferty na wykonanie dokumentacji technicznej - mówił Stefan Bekir Assanowicz, prezes zarządu ZBM Inwestor Zastępczy. - W Polsce są problemy z jakością projektów, ponieważ w wyniku wielkiej konkurencji oferty cenowe biur projektów są niskie. Koszt projektu stanowi około 2% wartości inwestycji, podczas gdy w innych krajach europejskich wynosi 4,5-6%. Dość często zdarza się, że projektant oszczędza na wykonaniu prac geologicznych, ekspertyz - w konsekwencji czego występujące w dokumentacji budowlanej czy wykonawczej dane geologiczne mają niewiele wspólnego ze stanem faktycznym. Bywa i tak, że po przeanalizowaniu dokumentacji odnosi się wrażenie, jakby projektant nie był w terenie.
- A później wykonawca wkracza na plac budowy i napotyka liczne niespodzianki - podsumowała Małgorzata Jezierska, dyrektor ds. realizacji w Przedsiębiorstwie Robót Mostowych Mosty-Łódź. - Zapisy w specyfikacji i dokumentach przetargowych zakładają, że wykonawca przewidzi wszystkie trudne sytuacje, także warunki atmosferyczne i niespodziewane kolizje. Brakuje równowagi w obciążeniach stron procesu budowlanego. Wszelkie ryzyko przerzuca się na wykonawcę, po czym obarcza się go odpowiedzialnością za błędy i opóźnienia.
Wiele kontraktów w Polsce zostało źle przygotowanych i nie chodzi tylko o braki w uzgodnieniach, ale np. o to, że nie wszystkie działki zostały udostępnione. W takich sytuacjach wykonawca sporządza listę roszczeń, tyle że nadzór ją odrzuca. Przypomina to zabawę w kotka i myszkę. Wykonawca nie ma możliwości dokonania pełnej weryfikacji projektu. Nie przeprowadza badań geologicznych, tylko np. wizję terenową.
W dodatku, co podkreślali uczestnicy debaty, wszyscy w Polsce boją się słowa „błąd". Wprowadzenie zmian w projekcie możliwe jest tylko wtedy, gdy inwestorowi uda się udowodnić, że winę za zaistniałą sytuację ponosi projektant. Jest on pociągany wówczas do odpowiedzialności finansowej, co oczywiście skutkuje opóźnieniami, a przed 2012 r. każdemu się spieszy.
- Inwestorzy powinni korzystać z doświadczonego, niezależnego weryfikatora dokumentacji technicznej - stwierdził Stefan Bekir Assanowicz. - Taki srogi kontroler projektanta wyłapujący wszelkie błędy jest wręcz konieczny. Weryfikacja przeprowadzana przez wykonawcę na etapie przetargu, jak to ma miejsce obecnie, zawsze pozostanie wyrywkowa. Weryfikacja wykonywana przez inżyniera kontraktu jest ograniczona w czasie i zakresie i często jest wykonywana po wejściu wykonawcy na plac budowy, gdyż wybór inżyniera kontraktu nastąpił po wyborze wykonawcy. Rola inżyniera kontraktu jest też bardzo mocno ograniczona w porównaniu do standardowych warunków FIDIC, na jakie powołują się zamawiający, którzy jednocześnie okroili uprawnienia inżyniera, wprowadzili nowe zapisy w warunkach ogólnych i szczegółowych przy jednoczesnym braku symetrii w kontrakcie i faworyzujących zapisach na rzecz zamawiającego. Jest to przykład typowego dyktatu inwestora na rynku inwestora - przy ogromnej konkurencji i wojnie cenowej wykonawców.
Firma ZBM Inwestor Zastępczy nadzoruje realizację wielu kluczowych inwestycji drogowych i autostradowych. Jej prezes zwrócił uwagę, że przy wyłanianiu wykonawcy w przetargu, na etapie pytań i odpowiedzi, pomimo możliwości wynikającej z zapisu kontraktowego, nie korzysta się z doświadczenia już wybranego inżyniera kontraktu. Wiele problemów, które później stanowią zarzewie konfliktów na budowach, można by wyeliminować, gdyby przetargi na nadzór inwestorzy organizowali przed przetargami na wykonawcę i nie musieli organizować nadzoru tymczasowego do momentu wejścia inżyniera kontraktu. Unika się wprowadzania zmian w specyfikacji na etapie realizacji. Tymczasem zgodnie z procedurami FIDIC wykonawca ma prawo wystąpić z wnioskiem o wprowadzenie zmian, który zamawiający może zaakceptować bądź odrzucić.