Co się dzieje z jakością wykonawstwa i czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie, mówi Wacław Michalski, dyrektor departamentu technologii GDDKiA, w rozmowie z Anną Krawczyk i Beatą Kopeć.
Infrastruktura: - Wytrwale Pan walczy o odpowiednią jakość wykonawstwa. Czy daje się wreszcie zauważyć jakąś poprawę? Wacław Michalski: - Niedługo czeka nas nawał zajęć w związku z zakończeniem realizacji programu budowy dróg krajowych oraz EURO 2012 r. Obawiam się tego spiętrzenia prac oraz towarzyszącej mu atmosfery napięcia przed EURO 2012 r. Roboty trzeba będzie odebrać, aby zapewnić tzw. przejezdność, a to, mówiąc wprost, oznacza odbiór niezakończonych inwestycji. Grozi nam sytuacja, że będziemy jeździć po warstwach wiążących lub warstwach podbudowy. Osobiście nie bardzo mi się to podoba. Jak w takiej sytuacji w ogóle mówić o jakości? Przecież później, żeby położyć warstwę ścieralną lub warstwę wiążącą trzeba będzie sfrezować około 1 cm, kto za to zapłaci? Powinien ten, kto dopuszcza ruch po niegotowej konstrukcji.
Z drugiej strony można by już teraz podjąć decyzję i kłaść grubszą warstwę wiążącą, by później ją sfrezować, aby zachować sczepność z następną warstwą. Słychać jednak głosy, że zamiast frezowania wystarczy skrobanie.
Jak to zostanie rozwiązane, wkrótce sami się przekonamy, w każdym razie kwestia jakości będzie spychana na dalszy plan.
Co utrudnia wyegzekwowanie właściwej jakości? Generalna Dyrekcja dysponuje przecież siecią laboratoriów. Nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkich materiałów, pracy sprzętu, sprawdzić zgodności stosowanych technologii. Nasze laboratoria są przygotowane do skontrolowania ok. 10% robót. Obowiązek kontroli jakości spoczywa na wykonawcy. Problem polega na tym, że wykonawca przeprowadza tylko rutynowe badania niezbędne do odbioru, laboratoria GDDKiA sprawdzają natomiast jakość materiałów i parametry wbudowanych mieszanek bardziej wszechstronnie pod kątem trwałości.
Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę, że jakość asfaltu pogarsza się na całym świecie. Jest ona zależna od gatunku ropy, a ten jest coraz gorszy.
Kiedyś Politechnika Warszawska i Instytut Badawczy Dróg i Mostów sprawowały opiekę naukową nad produkcją. Pobierano próbki i określano właściwości asfaltu. Badania były jednak dosyć drogie i kilka lat temu zaniechano ich.
Teraz w związku ze wzrostem zapotrzebowania producenci zapowiadają wzrost cen asfaltu o blisko 100%. Już podjęliśmy decyzję, że wyposażymy laboratoria w urządzenia do badania chemicznego składu asfaltu. Nie istnieje coś takiego jak tajemnica handlowa, natomiast tajemnica przemysłowa nie zabrania nam dostępu do wiedzy na temat produktu, który nabywamy, więc będzie to możliwe. Chcemy płacić za dobry produkt i mieć wiedzę o jego wadach i zaletach.
W związku z pojawieniem się gorszych asfaltów możemy się jednak spodziewać zmian w technologii drogowej. Już teraz wykonawcy stosują różne środki chemiczne, środki adhezyjne, aby nawierzchnia w momencie odbioru spełniała wymagania. Będziemy musieli dokładniej przyjrzeć się tym środkom. Istnieją np. dodatki bardzo toksyczne. Wyniki badań mieszanki z dodatkiem takich substancji są bardzo dobre, ale po pewnym czasie asfalt się rozpada, gdyż proces utleniania wciąż trwa. Taki dodatek jest niepotrzebny, zabezpiecza tylko jakość na okres gwarancji i powinniśmy go wyeliminować.
Moim zdaniem kontrola układanych warstw nawierzchni czasami nabiera cech absurdu. Przed rozpoczęciem budowy zatwierdzamy recepty. Ale później, jak się okazuje, podczas badań jakości recepta już nie jest brana pod uwagę. Badany jest ten materiał, który dostarczy wykonawca na budowę, a uzyskanych wyników nie porównuje się z zapisami tzw. roboczej recepty.