Z Wojciechem Malusim, prezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa rozmawiają Anna Krawczyk i Henryk Jezierski
Infrastruktura: Jak pan prezes ocenia rok 2008? Mówiło się, że wreszcie nastąpi boom budowlany, tymczasem robót drogowych jest mało... Wojciech Malusi: Chciałbym jak najlepiej ocenić działalność decydentów zajmujących się drogownictwem, ale nie mogę. Należałoby przede wszystkim odpowiedzieć na zasadnicze pytania. Po pierwsze, czy zapowiadane roboty drogowe zostały wykonane? Oczywiście, że nie. Czy wielkość pieniędzy, zadeklarowanych przez ministra Cezarego Grabarczyka do wykorzystania w infrastrukturze drogowej, została skonsumowana? No nie. Czy w tym roku zrobiono coś w celu wsparcia funkcjonowania krajowych firm drogowych? Oczywiście, że nie. Czy już działają jakieś instrumenty, które zabezpieczą sytuację w drogownictwie w związku z niewątpliwym kryzysem ekonomicznym i finansowym, jaki nastał obecnie na świecie? Niestety, jeszcze nie.
Jeżeli zatem chodzi o efekty i cały rok 2008, w którym w porównaniu z rokiem 2007 było nawet mniej robót, to muszę z wielką przykrością stwierdzić, że nie da się wystawić oceny pozytywnej.
- Jakie środki wchodziły w grę? - Jeszcze w ubiegłym roku min. Grabarczyk zapowiedział, a w bieżącym roku wielokrotnie publicznie potwierdzał, że na drogi w roku 2008 przeznaczy się kwotę 21 mld zł. Ocenialiśmy od samego początku, że sprzedaż robót i wykorzystanie środków li tylko na cele inwestycyjne zamknie się w granicach góra 14 mld zł, co oznacza totalną porażkę. Gdy rozliczano poprzednie kierownictwo GDDKiA, po kontroli NIK-u powstał wielki szum, że nie wykorzystano 1,3 mld zł, a teraz będzie to kwota pięciokrotnie wyższa. Niektórzy próbują prostować wypowiedzi ministra, że wliczał rezerwy, które nie zostały wykorzystane. Powiedzmy, że to czysty PR, a takich opowieści słuchają też ludzie, którzy się na tym znają.
Po to, żeby jednak ocena nie była całkiem negatywna, to w skali ocen od jednego do sześciu, dajemy dwa za rok 2008. Dorzucić jeszcze można plus za podjęte działania legislacyjne. Poprawiono znaczną część aktów prawnych, które były złe. Myślę m.in. o przepisach dotyczących ochrony środowiska. Niemniej zmarnowano na przygotowania legislacyjne cały rok, nie biorąc pod uwagę głosów płynących ze środowisk pracujących w drogownictwie już od wielu lat, uznając te środowiska za swoich wrogów. Nadal nie ma zwyczaju i woli współpracy z organizacjami pozarządowymi w Polsce. Mam nadzieję, że to się skończy i min. Grabarczyk zacznie uważać nasze środowisko, w tym Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Drogownictwa za partnerów, a nie za konkurentów.
- Mówiło się o konieczności powołania Pełnomocnika ds. Dróg. Natomiast w Ministerstwie Infrastruktury panuje opinia, że takie stanowisko jest niepotrzebne? - W liście OIGD skierowanym do premiera jest to jeden z naszych postulatów. Nie wyobrażamy sobie, żeby istniał dualizm władzy w drogownictwie, co dla nas jest rzeczą niezrozumiałą. Obojętnie jak będziemy oceniać czas, kiedy wiceministrem był pan Skowroński, wielu chwaliło fakt, że generalnym dyrektorem jest ktoś w randze podsekretarza stanu i że sporo trudnych spraw można było załatwić od ręki. Zresztą przykładem takiego rozwiązania jest nowa instytucja, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, której szefem jest osoba w randze podsekretarza stanu.
Na podstawie informacji otrzymanych od członków OIGD oceniamy, że w r. 2008 firmy drogowe wykorzystały do 40% swoich możliwości przerobowych. Mówimy to ze smutkiem, nie wykorzystano bowiem potencjału i materiałów, łącznie z wytworzonymi kruszywami i możliwościami wyprodukowania mas bitumicznych. Co ciekawe, nikt w tym roku nie narzekał na transport kolejowy, bo nie było co przewozić. Wielkość masy przewozowej na kolei spadła do 30-35%.