Menu

Logowanie

rejestracja
01.12.2010

Jazda po polskich drogach przypomina rosyjską ruletkę

Henryk Jezierski

Pół żartem pół serio można powiedzieć, że drogi ustawicznie wymagają mnóstwa pieniędzy, ponieważ nie rosną na drzewach. W latach 70. ubiegłego stulecia rocznie na sieć drogową w Polsce wydatkowano ponad 2 mld $. Po 1990 r. kwotę tę dziesięciokrotnie obniżono – do 200 mln $. Skutki nadmiernej oszczędności czy wręcz skąpstwa okazały się opłakane, co widać gołym okiem.


W 2010 r. na budowę autostrad i dróg ekspresowych obiecano wydać poniekąd rekordową sumę 27,6 mld zł i przy tej okazji wyrównać zaległości z lat poprzednich. Niestety wkrótce tę kwotę zredukowano do 20,5 mld zł, czyli ujęto ni mniej ni więcej tylko 25%. W tej sytuacji nie sposób liczyć na to, że opóźnienia zostaną nadrobione. Co więcej, można zaryzykować twierdzenie, że realizacja ambitnego i nazbyt optymistycznego programu budowy szybkich dróg na EURO 2012 jest bliska załamania. Na dobrą sprawę pozostał tylko jeden sezon budowlany z niedużym okładem. Nie wydaje się możliwe, żeby w tym czasie udało się oddać do użytku planowane 510 km autostrad i 340 km dróg ekspresowych, które są w budowie.

Winą za niepowodzenia można obarczyć niekorzystne warunki atmosferyczne: srogą zimę, obfite opady deszczu i groźne powodzie, które wymusiły angażowanie dodatkowych sił i środków. Dużym utrudnieniem był i jest gąszcz przepisów, do których muszą się stosować drogowcy: 38 ustaw, ponad 80 aktów wykonawczych, 1100 norm i przeszło 100 wytycznych. Tempo budowy dróg spowalniało złe prawo (Ustawa o zamówieniach publicznych pozwalała nadmiernie przedłużać postępowania przetargowe), jak również protestujący przeciw inwestycjom na obszarach objętych programem Natura 2000 ekolodzy – budowniczowie autostrad i dróg ekspresowych bez mała w 100 miejscach natknęli się na obszary specjalnie chronione.

Inny paradoks polega na tym, że z jednej strony buduje się za drogo, a z drugiej poniżej kosztów. Koncesjonariusze nowych odcinków autostrad starali się wynegocjować dla siebie korzystniejsze umowy. W wyniku długiego prowadzenia negocjacji roboty na autostradach A1 i A2 zostały na jakiś czas wstrzymane.

Działające w warunkach kryzysu firmy wykonawcze zaczęły z kolei zaniżać ceny w przetargach i schodzić poniżej progu opłacalności, byle tylko pozyskać kontrakt. Akceptowanie rażąco tanich ofert prowadzi zaś do nieuczciwej konkurencji i niskiej jakości robót.

Niepokojące są sygnały, że wiele nowych dróg wkrótce po oddaniu do eksploatacji wymaga remontów. Naczelna Izba Kontroli stwierdziła uchybienia i nieprawidłowości na etapie wykonawstwa i odbioru robót. Kontrole wykazały, że usterki i wady (koleiny, nierówności, spękania nawierzchni) wystąpiły już po upływie dwóch lat. Potwierdzono tylko to, czego kierowcy doświadczają na co dzień. NIK zwróciła uwagę na niedopracowane projekty, niewłaściwe materiały i niedopilnowanie przez zarządców dróg jakości wykonania remontów. Inwestorzy popełniają błędy przy tworzeniu specyfikacji, a wykonawcy jadą po bandzie i tną wydatki. Wymienić by można nierozpoznanie warunków gruntowo-wodnych przy projektowaniu, słaby nadzór inwestorski i tak kardynalny błąd jak nieskuteczne odprowadzenie wody z jezdni.