Menu

Logowanie

rejestracja
01.04.2011

Eksperyment

Wojciech Malusi

W dniu 21 marca br. na łamach dziennika „Rzeczpospolita" ukazał się artykuł „Sposób na dziury w drogach" mówiący o przekazaniu prywatnym firmom zarządzania drogami wojewódzkimi w dolnośląskim.

Zainspirowana artykułem stacja TVN następnego dnia wyemitowała związany z tematem materiał. Zgodnie z wyliczeniami niektórych źródeł, na które powoływano się w programie, przy długoterminowych zleceniach dotyczących utrzymania dróg (zimowego, a nawet całorocznego) oszczędności mogą wynieść nawet 25%.

Nie można jednak mówić o tak dużych oszczędnościach, nie zgłębiwszy tematu.

Jako prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa czuję się w obowiązku zająć stanowisko w tej sprawie.

W Polsce już od dawna letnie i zimowe roboty utrzymaniowe zlecane są firmom zewnętrznym. Rzecz w tym, że między opiniami zarządców dróg na temat standardów utrzymania oraz sposobów zlecania i rozliczania robót utrzymaniowych występują duże rozbieżności (w jednych regionach liczy się utrzymanie sprzętu w gotowości, natomiast w innych faktycznie wykonane roboty).

Osobny problem stanowi przystępowanie do przetargów firm (osób) absolutnie nieprzygotowanych do świadczenia tego typu usług (np. rolnicy z samochodami powiązanymi sznurkami i oczywiście konkurencyjną, nie do przebicia ceną). Na szczęście takie przypadki dotyczą znacznie mniejszej liczby przetargów na zimowe utrzymanie dróg, szczególnie dróg samorządowych.

Opisywane w artykule dolnośląskie drogi „są w fatalnym stanie. (...) jezdnie są tak dziurawe, że trzeba je doraźnie łatać, przez co brakuje pieniędzy na gruntowne remonty. A roczny budżet Urzędu Marszałkowskiego na drogi to tylko [uwaga !] 90 mln zł". Z przedstawionej analizy wynika, że aż 600 z 2300 km nadaje się do gruntownego remontu, a kolejne 800 km wymaga nowej nawierzchni.

Marszałek województwa dolnośląskiego Rafał Jurkowlaniec „wpadł na pomysł, by oddać 2300 km dróg wojewódzkich w zarząd prywatnym firmom na 15 lat. Otrzymywałyby one czynsz w zamian za remontowanie i utrzymywanie tras".

Przekazanie prywatnym firmom w czasowy zarząd odcinków dróg (liniowo) lub określonej sieci (terytorialnie) to klasyczny, znany z innych krajów przykład zastosowania metody partnerstwa publiczno-prywatnego. Formuła ta sprawdza się przede wszystkim w sytuacji nieposiadania przez właściciela wystarczających środków na utrzymanie i modernizację mienia (w tym przypadku dróg), szczególnie w stosunkowo krótkim czasie (np. konieczna odnowa zniszczonej nawierzchni). Przymuszony okolicznościami godzi się on na to, że za zleconą usługę zapłaci więcej w wydłużonym, wynikającym z umowy, najczęściej kilkunasto- lub kilkudziesięcioletnim okresie.

Wybierając tę metodę, trzeba zatem pamiętać, że podobnie jak system koncesyjny w ostatecznym rozrachunku jest ona droższa od tradycyjnej metody zlecania i realizacji robót.

Zanim jednak ogłosi przetarg i zdecyduje się podpisać umowę, każdy właściciel musi:

  • sporządzić rzetelną inwentaryzację stanu przekazywanych dróg
  • określić zakres robót naprawczych i utrzymaniowych z uwzględnieniem obowiązujących w tym zakresie norm technicznych
  • oszacować swoje możliwości finansowe w określonym/niezbędnym do realizacji zadań czasie.

Analizujący dokumenty przetargowe oferenci będą je oceniali, oprócz warunków technicznych, szczególnie pod kątem opłacalności bycia partnerem właściciela publicznego. Wiarygodni oferenci na pewno sprawdzą zakres robót, ich wartość oraz koszty w określonym czasie, w tym koszty kredytów. W swoich propozycjach cenowych każdy z uczciwych oferentów będzie uwzględniał stopę zwrotu wyższą od tej, którą zapewnia gra na giełdzie, zakup obligacji skarbowych itp. Inaczej inwestycja będzie nieopłacalna.

W przypadku metody ppp praktyka w dużym uproszczeniu wygląda następująco: w pierwszych latach duży zakres robót zostaje wykonany za pieniądze pochodzące z kredytu, w następnych latach wykonywane są niezbędne roboty utrzymaniowe, których wartość jest znacznie mniejsza od corocznego czynszu. Jest to zupełnie zrozumiałe, bowiem wypłacany przez właściciela przez określoną liczbę lat czynsz, przy prawidłowo skonstruowanej umowie, musi pokryć koszty robót oraz zaciągniętych na ten cel kredytów, a ponadto musi zapewnić zysk na spodziewanym poziomie przez cały okres obowiązywania umowy.

Opowieści o uczciwym podzieleniu się odpowiedzialnością za drogi z tymi, którzy i tak zarabiają na ich naprawach, mijają się z prawdą. Nikt nie zdejmie z właściciela, którym jest samorząd, odpowiedzialności za utrzymanie we właściwym stanie drogi bądź ulicy. Jednocześnie nikt nie zdoła zmusić przedsiębiorcy do wykonania robót nieujętych w zawartej umowie.

Choć pomysł marszałka województwa dolnośląskiego budzi wiele kontrowersji, jestem zdania, że warto byłoby się przekonać, jak metoda ppp sprawdzi się na polskim rynku robót infrastrukturalnych. Pytanie tylko, czy decydenci do tego dojrzeli, czy będą w stanie traktować przedsiębiorcę prywatnego jak równoprawnego partnera i czy będą mieć tyle odwagi, by w panującej atmosferze podejrzliwości i przy inwigilacji wszelkiego rodzaju służb prowadzić interesy z prywatnym biznesem.

Wojciech Malusi,
prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa