Stan bezpieczeństwa na drogach samorządowych komentuje Grzegorz Stech, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie, przewodniczący Konwentu Dyrektorów Zarządców Dróg Wojewódzkich.
Zarządcy wszystkich dróg samorządowych borykają się z podobnymi trudnościami, wynikającymi ze zbyt małych nakładów finansowych. Środki pochodzące z budżetów województw, powiatów i gmin przeznaczane są na drogi w maksymalnych możliwych dla tych podmiotów wielkościach, ale ze względu na strukturę dochodów nie są w stanie zabezpieczyć wszystkich, a nawet tych najpilniejszych potrzeb.
Co z bieżącym utrzymaniem dróg?
O wiele łatwiej znaleźć fundusze na nowe inwestycje chociażby dlatego, że można uzyskać dofinansowanie. Zarządca musi pokryć jedynie od 30% do 50% wartości inwestycji. Należy jednak zdać sobie sprawę z tego, że nawet najlepiej zbudowana droga bez zabiegów utrzymaniowych szybko ulegnie degradacji.
Odkąd pamiętam, kwestie utrzymania dróg są odkładane na później i to później trwa już ponad 30 lat! Niedostatecznie konserwowana droga szybciej niszczeje, a na generalne remonty potrzeba więcej środków i koło się zamyka.
Standardy utrzymania
Żaden przepis w Polsce nie określa w sposób jednoznaczny i wiążący, jak ma być prowadzone zimowe czy letnie utrzymanie dróg publicznych. Nie ma w tym zakresie żadnych rozporządzeń czy wytycznych (z wyjątkiem tych opracowywanych przez każdego zarządcę dla własnych potrzeb). Nie istnieje też taki przepis, który by mówił, że stan drogi przebiegającej przez kilka województw czy powiatów ma być taki sam na całej długości. Tymczasem dla kierowcy nie ma nic gorszego, niż być zaskakiwanym za każdym kolejnym zakrętem. To w znaczący sposób wpływa na komfort i bezpieczeństwo kierujących.
W równym stopniu odnosi się to do letniego utrzymania dróg, w tym do oznakowania pionowego i poziomego czy barier drogowych. Każdy z zarządców troszczy się o drogi na tyle, na ile mu pozwalają środki finansowe. A przecież drogi zarówno samorządowe jak i krajowe wchodzą w skład publicznej sieci dróg, tak więc odpowiedzialność za nie powinien wziąć na siebie minister odpowiedni ds. transportu. Wtedy środki na utrzymanie sieci dróg mogłyby pochodzić z subwencji drogowej, jak to już kiedyś miało miejsce.
Wszystkie drogi w Polsce powinny być objęte jedną ustawą. Standardy utrzymania oraz wysokość przeznaczonych na to środków powinno się określić w ramach rozporządzenia. Dopiero wówczas można by rozliczać zarządców.
Białe zimy
Mówiąc o bezpieczeństwie na drogach, często przywołujemy przykład krajów skandynawskich. W Szwecji w miesiącach zimowych dopuszcza się jeżdżenie na specjalnych oponach z kolcami. W Polsce w latach 2002-2005 wydano dwa akty prawne, które tego zabraniają. Są to: Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia z dnia 31 grudnia 2002 r. (Dz.U. 2003 Nr 32, poz. 262) oraz Prawo o ruchu drogowym z dnia 20 czerwca 1997 r. (Dz.U. Nr 98, poz. 602) tekst jednolity z dnia 7 marca 2003 r. (Dz.U. Nr 58, poz. 515) tekst jednolity z dnia 2 czerwca 2005 r. (Dz.U. Nr 108, poz. 908). Kierowcy nie widząc alternatywy, domagają się zatem, aby nawierzchnia zimą była czarna, dlatego firmy odpowiedzialne za zimowe utrzymanie bez opamiętania posypują drogi solą. Ta niszczy zarówno nawierzchnię, pojazdy jak i środowisko, ponieważ jej znaczna część wraz z wodą spływa do rowów, a następnie przenika do gruntu. Na obszarach górskich (ale nie tylko) występuje ponadto bardzo niebezpieczne zjawisko zwane czarnym lodem, chemicznie rozpuszczony śnieg szybko zamarza i dochodzi do wtórnego oblodzenia nawierzchni.
Tymczasem zamiast ciągle odśnieżać i posypywać solą, wystarczyłoby pokrytą śniegiem i dobrze odpłużoną nawierzchnię posypać grysem. Na wiosnę można by go zebrać i użyć ponownie. Takie postępowanie byłoby z pewnością tańsze, bezpieczniejsze i bardziej ekologiczne! Mam tu na myśli oczywiście drogi gminne i powiatowe no i może cześć wojewódzkich, bo na drogach ekspresowych i autostradach obowiązują inne wymagania.
Zarządzanie ruchem
Jeśli chodzi o odpowiednie zarządzanie ruchem, zarządcy dróg mają teoretycznie duże możliwości. Mają do tego celu coraz więcej narzędzi chociażby z wykorzystaniem technik informatycznych. Niedobrze jest natomiast, gdy całość działań sprowadza się do stawiania fotoradarów. Takie działanie nie tylko nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale powoduje, że kierowcy wybierają drogi, na których takich urządzeń nie ma.
Planowane na połowę 2011 roku wprowadzenie opłat na 30% sieci dróg krajowych za korzystanie z nich przez samochody ciężarowe, również skłoni kierowców do poszukiwania tras alternatywnych. Tymczasem drogi samorządowe nie są dostosowane do przenoszenia tak dużych obciążeń. Wystarczy popatrzeć na to, co się stało we Wrocławiu. Po wprowadzeniu ograniczenia ruchu dla ciężarówek kierowcy zaczęli rozjeżdżać okoliczne drogi. Ich odbudowa pochłonie olbrzymie kwoty. Poza tym pogarszający się stan nawierzchni wpływa na bezpieczeństwo. Zagrożeni są również mieszkańcy miejscowości, przez które te drogi przebiegają. Nie zawsze na poboczu jest chodnik, którym można się bezpiecznie poruszać. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym grozi spotkanie pieszego z ciężarówką.
Decyzje o pobieraniu opłat na drogach krajowych podjęto bez przygotowania pozostałych dróg na przejęcie wzmożonego ruchu. Takiego działania na pewno nie można uznać za prawidłowe również z perspektywy bezpieczeństwa. I tym razem zapomniano, że sieć drogowa funkcjonuje na zasadzie naczyń połączonych i NIE WOLNO zapominać o najsłabszym ogniwie, czyli drogach gminnych i powiatowych.
Program dla dróg
Najwyższy czas, aby zgłaszane przez nas trudności i wysuwane postulaty potraktowano poważnie. Już dawno temu powinien zostać opracowany krajowy program rozwoju dróg publicznych, w którym oprócz zharmonizowanego rozwoju, określono by standardy utrzymania dla każdego typu drogi. Największe środki powinny być kierowane tam, gdzie natężenie ruchu jest największe, i tym samym poziom utrzymania musi być najwyższy.
Nie można ciągle mieć nadziei, że samorządowcy sami sobie poradzą z problemami na drogach. To jest prawda, że umiemy sobie poradzić! Ale lepiej budować drogi i dobrze nimi administrować, zamiast codziennie borykać się ze sztucznymi problemami, które wynikają z braku spójnych zasad.
To z tego powodu w XXI wieku ciągle nie umiemy poradzić sobie z dziurami w drogach - to żenujące. Na to nakłada się kolejny problem z utrzymaniem dróg. Niektóre nie były remontowane od lat i po prostu rozsypują się.
A pamiętać należy, że są to konsekwencje wieloletnich zaniedbań. Pora, aby dla bezpieczeństwa nas wszystkich z należytą powagą podjąć zagadnienia utrzymania dróg. Nie stać nas na trwonienie pieniędzy na naprawy spowodowane szybszym niszczeniem wynikającym ze złego utrzymania dróg.
Wsparcie resortu jest wiec bezwzględnie konieczne: i legislacyjne, i finansowe
Notowała
Anna Krawczyk