Droga do pracy. Radio podaje komunikat, że w przetargu na budowę południowej obwodnicy Gdańska cena najniższej oferty wyniosła 1,12 mld zł, podczas gdy w kosztorysie inwestorskim koszt realizacji tej inwestycji oszacowano na 2,14 mld zł. Oszczędność w tym przypadku wyniosła 47% - bagatela 1,02 mld zł. Kto się zatem pomylił i jakie będą tego skutki? Branża pamięta podobną sytuację sprzed kilku lat. Doprowadziła ona do bankructw i ludzkich tragedii.
Chcę wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Śledzę komentarze prasowe. Eksperci ostrzegają, żeby nie dać się zwieść doniesieniom o niższych w porównaniu z rokiem ubiegłym cenach materiałów budowlanych. Kontrakty zawierane są bowiem na wiele lat, a w tym czasie sporo może się zdarzyć. Postanawiam sprawdzić, co się dzieje na rynku.
Ceny w kosztorysach
Według informacji GDDKiA kosztorysy inwestorskie przygotowywane są w oparciu o ceny z poprzedniego sezonu budowlanego. W 2008 r. było bardzo mało robót. Firmy wykonawcze biły się więc o kontrakty, a ceny materiałów budowlanych były najwyższe od kilku lat. W tym roku sytuacja wygląda inaczej. Przede wszystkim dzięki ograniczeniu wymagań przez Generalną Dyrekcję do przetargu mogą stawać także mniejsze firmy. Liczba wykonawców mogących realizować inwestycje na drogach krajowych i autostradach wzrosła do ponad 200.
Ten kij ma także drugi koniec, bo duże firmy zaczęły stawać do przetargów na wykonanie robót na drogach wojewódzkich i powiatowych. Firmy dotychczas utrzymujące się z robót na tej sieci dróg są zdezorientowane. Wcześniej w przetargu brało udział góra 2 oferentów, teraz 6 do 8.
Zdaniem przedstawicieli firm wykonawczych powodów obecnej sytuacji należy szukać w przeszłości.
- Chcąc sprostać wymogom realizacji inwestycji, w latach 2005-2008 firmy wykonawcze musiały odnowić swój park maszynowy. Skutkiem tego są zaciągnięte kredyty. Jeśli teraz firmy te chcą przetrwać na rynku, po prostu muszą mieć kontrakty - wyjaśnia Zygmunt Pater, prezes spółki „Mosty-Łódź".
Większa konkurencja na rynku to więcej możliwości wyboru dla zamawiającego. Pozornie. Nadal jedynym kryterium jest cena. Podczas rozmowy, którą odbyłam na początku 2007 r. z przedstawicielem
GDDKiA, usłyszałam, że to wykonawcy dyktują ceny.
- Nie wiadomo, czy wynikają one z rzeczywistych kalkulacji, czy z chęci odrobienia strat poniesionych przy poprzednich kontraktach - mówił ówczesny dyrektor Biura Inwestycji w GDDKiA Tadeusz Jastrzębski.
Od tego czasu rynek inwestycji znacznie się zmienił. Kryzys na rynku budownictwa kubaturowego sprawił, że wiele firm niemających doświadczenia w robotach drogowych zainteresowało się ich wykonawstwem.
Oddzielną kwestią jest obecność na naszym rynku koncernów budowlanych, które trudną sytuację w deweloperce rekompensują sobie budową dróg i mostów. Obejmując pod koniec 2007 r. stanowisko prezesa Budimex Dromex, Dariusz Blocher zapowiedział zwiększenie sprzedaży usług w budownictwie drogowym z 45 do 50%.
- Zdecydowana większość firm budowlanych stoi na kilku nogach rodzajowych, teraz musi więcej korzystać z nogi drogowej - tłumaczy prezes Polskiego Związku Pracodawców Kruszyw Aleksander Kabziński. Jednak gdy celem nadrzędnym jest wygranie przetargu, a jedyną szansą na to zaproponowanie najniższej ceny, może to się odbić, jego zdaniem, na dotrzymaniu pozostałych warunków, jak chociażby termin realizacji, okres gwarancji, organizacja ruchu podczas budowy. Kto je uwzględni, zwiększy koszt budowy, przez co nie będzie konkurencyjny.
- Dobrego budowniczego dróg można rozpoznać po dobrej organizacji ruchu, jest to kryterium widoczne na pierwszy rzut oka. Im szybciej wprowadzimy do przetargów dodatkowe warunki, tym mniej będziemy stać w korkach, krócej budować, mieć lepsze i trwalsze drogi - podsumowuje prezes Kabziński.