Jednym z elementów inżynierii ruchu mających wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego jest oznakowanie poziome dróg.
Kwestia właściwego oznakowania nabiera szczególnego znaczenia w okresie jesienno-zimowym, kiedy dzień jest krótki, a częste deszcze i mgły ograniczają widoczność i utrudniają poruszanie się po drogach. Zasady oraz zakres stosowania oznakowania poziomego ujęte są w przepisach, a konkretnie w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury opublikowanym w Dzienniku Ustaw nr 220 z 2003 r. pozycja 2181.
Nie ma potrzeby cytowania całego rozporządzenia, wystarczy jedynie przypomnieć, że w myśl przepisów obowiązkowi oznakowania poziomego w pełnym zakresie (czyli linia krawędziowa i segregacyjna na całej długości) podlegają wszystkie drogi krajowe i wojewódzkie, a tam, gdzie dopuszczalne są ograniczenia w stosowaniu znaków poziomych (np. linii krawędziowej) ze względu np. na szerokość drogi, istnieje obowiązek oznaczania miejsc szczególnie niebezpiecznych, do których zalicza się:
- skrzyżowania
- przejazdy kolejowe i tramwajowe
- przejścia dla pieszych i przejazdy dla rowerzystów
- łuki poziome i pionowe o niedostatecznej widoczności
- łuki oznaczone znakami ostrzegającymi o niebezpiecznych zakrętach
- tunele i dojazdy do tuneli
- odcinki dróg o wzmożonym ruchu pieszym i rowerowym bez wydzielonych ciągów dla tego ruchu
- odcinki dróg o zwiększonej wypadkowości.
Rozporządzenie mówi także, że drogi powiatowe i gminne powinny być w zasadzie oznakowane tak jak drogi krajowe.
Co istotne, przepisy dotyczące oznakowania poziomego podają parametry (biel, odblask, szorstkość), które musi ono spełniać, aby zostało uznane za prawidłowe i skuteczne.
Tyle teoria, a jak jest w rzeczywistości? Na drogach krajowych wciąż jeszcze nie jest idealnie, ale w ostatnich latach sytuacja znacznie się poprawiła. Nie da się tego niestety powiedzieć o drogach wojewódzkich, które poza nielicznymi wyjątkami wypadają wręcz fatalnie. Gwoli przypomnienia, podlegają one obowiązkowi oznakowania poziomego w pełnym zakresie. W kraju mamy ok. 40 tys. km dróg wojewódzkich, jednak podróżując nimi, odnosi się wrażenie, że ich oznakowanie poziome jest kompletnie niedostosowane do obowiązujących przepisów.
Jak zarządcy dróg wojewódzkich tłumaczą tę sytuację? Twierdzą, że znają przepisy, ale zakres stosowania oznakowania dostosowują do swoich możliwości finansowych. Słysząc takie wyjaśnienia, można zadać sobie pytanie: czy my aby na pewno żyjemy w państwie prawa?
Prześledźmy takie sytuacje:
- Dzwonimy na policję z informacją, że jesteśmy świadkami napadu, a oficer dyżurny odpowiada nam, że ze względu na ograniczenia budżetowe musi się wstrzymać z wysłaniem patrolu interwencyjnego do następnego roku...
- Kupujemy bilet z miejscówką na pociąg, ale w podstawionym na dworcu składzie brakuje naszego wagonu. Kierownik pociągu zaś tłumaczy, że może w przyszłym roku kolej będzie miała więcej pieniędzy, wówczas wszystkie zawarte na przewóz pasażerów umowy będzie mogła zrealizować...
System prawny kraju ma cechy umowy społecznej. Obywatel płaci podatki - państwo respektuje przepisy, które samo wydaje. Skrajnie demoralizująca jest sytuacja, kiedy przepisy te traktowane są w sposób uznaniowy. Czy obywatel może powiedzieć, że zapłaci podatki, gdy będzie miał pieniądze?
Użytkownicy dróg wojewódzkich mają prawo domagać się zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jednym ze sposobów na spełnienie tych oczekiwań jest stosowanie się zarządców dróg wojewódzkich do obowiązujących przepisów.
Niestety obserwacja dróg pod kątem oznakowania poziomego nie napawa optymizmem. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że nie ma w Polsce drogi wojewódzkiej, która byłaby oznakowana zgodnie z przepisami, przy czym nie chodzi o kilku- lub kilkunastokilometrowe odcinki, ale drogę na całej jej długości. Brakuje podstawowych elementów oznakowania, jak np. linie krawędziowe, a zdarza się też, że oznakowania poziomego nie ma wcale!