Teoretycznie sieć drogowa powinna opierać się na zasadzie jednolitości, powinna stanowić jeden żywy organizm w strukturze kraju. Naturalną tego konsekwencją powinien być określony standard wszystkich dróg. Niestety polska rzeczywistość rozmija się z tą teorią.
Drogi podzielono na krajowe, wojewódzkie, powiatowe, gminne, drogi metropolii miejskich i koncesjonariuszy. Poszczególni administratorzy zarządzają siecią na swój sposób bez właściwej, a na dobrą sprawę bez jakiejkolwiek koordynacji. W rezultacie mamy duże zróżnicowanie, odmienne podejścia, rozmaite priorytety i rozstrzygnięcia mające często na celu doraźne korzyści.
Tymczasem decyzje o budowie i nowym układzie autostrad i dróg ekspresowych czy przebudowie dróg krajowych rzutują także na przyszłość dróg innych kategorii. Coraz większym i bardziej kłopotliwym problemem staje się budowa i modernizacja dróg dojazdowych. Rosną obawy, że będą autostrady i drogi ekspresowe, natomiast zabraknie dojazdów i rozjazdów łączących główne korytarze z siecią niższej kategorii.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad tłumaczy, że na to, by między korytarzami a siecią regionalną istniała komunikacja, potrzebne są nakłady. Ale zaraz się zastrzega, że nie ma dodatkowych funduszy ani stosownych uprawnień, żeby przekazać je na modernizację i dostosowanie dróg niższej kategorii. Oczywiście zgadza się, że dróg krajowych powinno być więcej niż 18 tys. km - jak wynika ze studiów i przeprowadzonych analiz, ich długość mogłaby wynosić nawet 25-27 tys. km. Ale jednocześnie sprzeciwia się przekwalifikowaniu i podniesieniu jakiejkolwiek drogi gminnej, powiatowej czy wojewódzkiej do rangi drogi krajowej. Ostrzega też, że przerzucenie odpowiedzialności regionu czy miasta na zarządcę krajowego niczego nie załatwi.
Oponenci zarzucają GDDKiA, że marginalizuje samorządy i nie okazuje woli współpracy z nimi. Rozbudzono wielkie nadzieje na środki europejskie, jednak do samorządów one nie trafiają. Tymczasem budżet wszystkich dróg samorządowych w kraju jest mniejszy od kwoty, jaką GDDKiA dostaje tylko na utrzymanie swoich 5% dróg.
Według pesymistycznych prognoz w najbliższym czasie możemy zapomnieć o rozwoju drogownictwa samorządowego. Gminy i powiaty muszą modernizować i budować drogi, ponieważ od tego zależy ich rozwój gospodarczy i kulturalny, jednak przy obecnych dochodach mają na to nikłe szanse. Ich sytuację mogłyby zmienić dodatkowe wpływy pochodzące z podatku akcyzowego od paliw. Pojazdy poruszają się przecież po drogach publicznych, w tym również gminnych i powiatowych, wpływy z akcyzy zaś przeznaczane są tylko na drogi krajowe.
Jak pogodzić hasła równomiernego i zrównoważonego rozwoju gospodarczego, rozbudowy publicznej sieci drogowej z dramatycznym niedofinansowaniem 90% dróg, które są publiczne, lecz na nieszczęście zwą się samorządowymi, wciąż nie wiadomo.